• O inspirującym przepływie doświadczenia

    Dawno nie czytałam niczego równie pozytywnego o doświadczeniu macierzyństwa, jak kilka powściągliwych i bez zadęcia zdań z rozmów Zuzanny Ziomeckiej z matkami prowadzącymi firmy. Do wyhaftowania na kilimie. CZYTAJ WIĘCEJ
  • O kiełbasie

    Nie słuchałam w czasie rzeczywistym exposé premierki Ewy Kopacz, bo kiedy przemawiała w sejmie biegłam z pracy do pracy i miałam głowę do porządkowania tego i owego zawodowo, a nie do słuchania radia (zresztą, nie wiem nawet, czy emitowano je w radiu). Wieczorem z obywatelskiego obowiązku nadgoniłam braki. Ktoś wspominał, obczaiłam, że jest tyle o rodzinach, że o mamo. CZYTAJ WIĘCEJ
  • O upublicznieniu

    Jest jeszcze jedna, potężna trudność w formułowaniu spójnych postulatów macierzyńskich i ich upolitycznieniu („polityka” jest dobrym słowem wbrew pozorom i nie trzeba się go brzydzić). A myślę o tych postulatach, o których już pisałam, nie będących ściągalnością alimentów i prawem do aborcji albo od ściganiem gwałtu z oskarżenia publicznego. CZYTAJ WIĘCEJ
  • O pizzy

    To jest świetna pizzeria. I tania. Dużą Margheritę na cienkim jak opłatek cieście przygotują za dziesięć dziewięćdziesiąt (wszelkie podatki wliczone w cenę oraz brak coperto). CZYTAJ WIĘCEJ
  • O nadmorskich wakacjach

    Pojechałyśmy z A. do Międzyzdrojów, bo nie wiem. Żeby wprowadzić do życia element paraliterackiej przeginki? Bo „Literacki Sopot” byłby jednak nadmierny? (zresztą, nielaty i tak by nam uniemożliwiły spijanie, nurzanie się, delektowanie się albo pławienie). A że nas połączyły z A. książczyny, to pojechałyśmy do Międzyzdrojów. Niczym bohater (-ka jednak nie …) Witkowskiego. Z namiarem na miejscówkę ze „Zbrodniarza i dziewczyny”. No i cóż. Miejscówka super. Absolutnie bez zarzutu, idealna meta. A poza tym. Hm. Lujów ci tam nie brak, w rzeczy samej, lujowatego kolorytu. CZYTAJ WIĘCEJ
  • O plaży, wrześniu i skręcie

    Na zdjęciu, które ściągnęłam kiedyś z pewnego francuskojęzycznego serwisu czwórka wygiętych smutkiem dzieci stoi w nierównym rzędzie, jak na ścięcie pod bramą garażu, z nosami na kwintę, z tornistrami, z workami na wf. Ani chybi zaraz wyjazd. Szereg skazańców otwiera (albo zamyka) ich matka, wniebowzięta w podskoku, promienna brunetka. Enfin la rentrée! – rzecze podpis (nadpis …), czyli: nareszcie pierwszy września! CZYTAJ WIĘCEJ
  • O "Wściekłych"

    Kiedy tuż przed północą i po dwóch kolejnych nocach zarwanych na zawodowe pliki nastawiałam budzik w telefonie na codzienną 6:50, robiłam to z miękką, rozkoszną myślą o pełnych siedmiu godzinach snu, rozpusta! Zasnęłam, zanim zdążyłam dotknąć pościeli. CZYTAJ WIĘCEJ